Podłoga strukturalna - początek historii

Krótka historia nierównej podłogi, czyli jak powstała pierwsza w moim życiu podłoga strukturalna.

W zawodzie parkieciarza spełniam się od ponad 30 lat. I główne hasło, jakie przyświeca każdemu klientowi brzmi

Dobra podłoga to gładka podłoga

Niektórzy, choć nie wszyscy dodają jeszcze, że musi się błyszczeć. I tak oto szlifuję, poleruję te moje klepki i deski przez całe lata, produkując przy tym całe tony pyłu.

Tak też miało być i tym razem. Z pozoru zwyczajna robota, jakich wiele deski sosnowe, które w swej karierze zostały już kilka razy potraktowane znaną nam wszystkim, modną swego czasu, farbą olejną. Praca jak praca, ale wyzwanie żadne. Z klientem zostały ustalone warunki, kolory i czas wykonania i prace rozpoczęły się. Nic nie wskazywało, aby miała to być praca inna niż zawsze.

Renowacja podłogi - niepozornie typowe zlecenie

Rozpocząłem od zrywania farby, do tego celu użyłem maszyny jednotarczowej RENOFIX z niebieską tarczą, która jak zawsze świetnie sprostała wyzwaniu. Walka była zacięta, jednak wiadomo koło południa to ja byłem zwycięzcą a po farbie nie został nawet ślad. Na to wszystko nadszedł właściciel podłogi, który gdy spojrzał na moje „dzieło” pełen zachwytu i z duża doza nadziei w głosie zapytał czy mógłbym taki efekt pozostawić, jako końcowy.

Deska strukturalna okazała się idealna, zupełnie przypadkowo!

Zdziwienie, jakie odmalowało się na mojej twarzy musiało zostać zauważone, ponieważ Pan jeszcze kilka razy powtórzył, iż dla niego podłoga ta jest wyjątkowo piękna i interesująca.

Jako doświadczony parkieciarz zdawałem sobie jednak sprawę, że choć klient chce mieć „zorana deskę” to sam wygląd to jeszcze nie wszystko. Podloga musi być przecież bezpieczna i funkcjonalna, należy ją również zabezpieczyć. I tak oto w tym momencie z prostej zwyczajnej roboty stanąłem przed nie lada wyzwaniem. Bo jak oto sprawić, aby było zniszczone, ale nie haczyło, ani nie miało zadziorów.  Postanowiłem podjąć wyzwanie, padłem na kolana i zacząłem przy użyciu rotexów doszlifowywać drzazgi oraz wycinać podniesione słoje. Walka była zacięta i choć na kolanach, to i tym razem ten etap zaliczam, jako zwycięstwo, a podłoga nabrała gładkości, a ja zyskałem pewność, iż domownicy stąpając boso nie natkną się na żadne drzazgi.

Zabezpieczenie deski strukturalnej - pierwsze doświadczenia

Ustaliliśmy z klientem, iż deska zostanie zabarwiona tak, aby wydobyć jej naturalne piękno i zróżnicować powstałą w ten sposób strukturę. Do tego celu użyłem bejcy wodnej BELLA EPOQUE.  Tak zakończyłem pierwszy dzień mojej walki, czując, że póki, co to ja jestem zwycięzcą.

Z nadejściem świtu rozpocząłem kolejny etap, czyli lakierowanie. Tutaj moim sprzymierzeńcem okazał się lakier wodny ESSENZA, który został zaaplikowany w dwóch warstwach.

Kończąc ten etap byłem zadowolony i już chciałem ogłosić kolejny sukces, gdy jednak podłoga wyschła okazało się, że lakier nastroszył włókna drewna i stało się ono niczym brzytwa ostre i twarde. Nie zrażając się zupełnie podjąłem wyzwanie i znów padając na kolana rozpocząłem szlifowanie. Pełen obaw i z dusza na ramieniu, gdy spojrzałem na zakończony etap, efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Oto uzyskałem deskę strukturalną, lekko podbarwioną, z pełną paletą barw i odcieni, a przy tym gładką i przyjemną w dotyku oraz bardzo wytrzymałą.

Lekko podbarwiona jednocześnie gładka, przyjemna w dodytku i mocna- taka jest deska strukturalna! 

Radości klienta nie było końca. Taką chciałem i o takiej marzyłem- powiedział ukontentowany klient.

Byłem zadowolony, bo każdego z nasz cieszy praca, która daje nie tylko zarobek, ale i satysfakcję tak bardzo widoczna w oczach klienta. Jednak wyzwanie się skończyło, a ja powróciłem do swoje „normalnej” pracy parkieciarskiej, czyli szlifowanie i na gładko.

Popularność deski strukturalnej ciągle rośnie!

Gdy jak to mam w zwyczaju publikowałem na jednym z portali społecznościowych zdjęcia z moimi pracami, postanowiłem, ot tak, dla zabawy wrzucić zdjęcia właśnie z tej realizacji.

Odzew przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Okazało się, bowiem, że jest duża grupa klientów, która chce mieć drewniana podłogę, ale nie taka muzealną gładką i wymuskaną, ale właśnie taką starą, „styraną”, na której „coś się dzieje” gdzie widać koloryt drewna i jego fakturę. Podłogę, na której nie widać brudu i której nie straszne są intensywna eksploatacja i psie pazury. To podłoga do życia nie do oglądania a przy tym to naturalne drewno. Od tego pierwszego wyzwania wykonałem już siedem takich zleceń a w kolejce czekają kolejne. Każda następna realizacja w tym stylu to kolejne wyzwanie okazało się, że deski można strukturyzować i barwić przy użyciu różnych kolorantów i różnych odczynników. Dziś w moim portfolio jest już kilkadziesiąt wariacji w tym temacie, a oferta wciąż się powiększa. Prace z tym rodzajem podłogi są jednak pełne niespodzianek, zawsze uprzedzam klientów, iż efekt nie jest do końca przewidywalny, wszak działamy na „żywym organizmie”. Obecnie do swoich prac wykorzystuję również wapno oraz bejce reakcyjne. Jest to praca pełna niespodzianek, przypominająca miejscami bardziej pracę chemika w laboratorium, czy jakiegoś maga niż parkieciarza. Efekty? To nie tylko kolejne zlecenia, ale przede wszystkim zadowolenia klienci.

Dziś patrząc i wspominając uważam, iż to starcie z pozoru zwyczajne zdecydowanie wygrałem i nie tylko dzięki swoim umiejętnościom, ale również dzięki odwadze klienta, który nie bał się zaryzykować, a przez którego upór ja odkryłem zupełnie inny rodzaj podłogi. Polecam każdemu, kto nie boi się wyzwań i lubi eksperymenty, aby choć raz spróbował zostać parkieciarzem- chemikiem- magikiem.